niedziela, 11 maja 2014

Rozdział I

POWRÓT DO SZKOŁY

  Wchodząc do budynku dworca King's Cross nie mogłam się już doczekać kiedy znajdę się na peronie 9 i 3/4. Ekscytacja rozsadzała mnie od środka i z trudem panowałam nad tym, by zachować spokój. Co chwilę zerkałam na złoty zegarek od rodziców, ozdabiający mój lewy nadgarstek. Bałam się, że mogę się spóźnić na pociąg, przez zbyt późny wyjazd z domu. W gruncie rzeczy była to trochę moja wina, ponieważ miałam niespakowanych wiele rzeczy, o których dzień wcześniej kompletnie zapomniałam. A to zapodział się podręcznik do Historii Magii, albo gdzieś posiałam po raz enty z rzędu różdżkę, a nawet szata, jak na złość, schowała się na dnie szafy. Ostatecznie znalazłam wszystkie te rzeczy, ale zostawiłam po sobie niemały bałagan, jak zawsze.
   Gdy rodzice zapakowali moje rzeczy na wózek, mieliśmy jeszcze kwadrans do odjazdu pociągu. Niestety, musiałam jeszcze poczekać zanim znajdę się na peronie, bo trzeba było zapakować jeszcze bagaż mojej młodszej siostry, Victorii. W tym roku szła po raz pierwszy do Hogwartu. Odkąd tylko dostała list oznajmiający, że została przyjęta do Szkoły Magii i Czarodziejstwa, nie przestawała o tym rozmawiać. Bez przerwy, dzień w dzień świergotała o zajęciach,  posiłkach i wszystkich innych rzeczach, które mogłyby się wydarzyć w Hogwarcie. "Nie mogę się już doczekać Zaklęć! Będziemy ćwiczyć zaklęcia, a ja będę się pilnie ich uczyć!", powtarzała. Gdy uświadomiłam jej, że na początku będą tylko ćwiczyć wymachy różdżką, obraziła się na mnie, twierdząc, iż kłamię. Nie wdawałam się jednak w dalszą kłótnię, bo Victoria i tak by zdania nie zmieniła.
   W końcu, kiedy ostatni kufer znalazł się na wózku, a klatka z małą sową, którą Victoria nazwała nie wiedzieć czemu "Smark", powędrowała na sam szczyt bagaży, ruszyliśmy w stronę peronu 9 i 3/4. Na ów peron można było się dostać tylko i wyłącznie przez metalową magiczną barierkę mieszczącą się pomiędzy peronami 9 i 10. Warunek był jeden. Trzeba było w nią wejść, ewentualnie wbiec, a ona przenosiła osobę tam, gdzie wyruszał Express Hogwart do szkoły.
   Pchając swój wózek nie patrzyłam na nic innego, niż na tabliczki znajdujące się u góry na filarach. Peron piąty, peron szósty, peron siódmy. Czułam się tak, jakbym to ja miała po raz pierwszy znaleźć się w Hogwarcie, a nie czwarty rok z rzędu. Dobrze pamiętałam jak się czułam, gdy miałam przebiec przez barierkę, gdy odjeżdżałam z peronu pociągiem, a szczególnie wtedy, kiedy Tiara Przydziału miała oznajmić wszystkim do jakiego domu trafię. Szczerze mówiąc intuicja trochę mnie łudziła. Sądziłam, że przez swoje zachowanie i charakter trafię do Slytherinu. Ku swojemu zaskoczeniu  (i starszego brata) trafiłam do Gryffindoru. Oczywiście, ogromnie się z tego cieszyłam, aczkolwiek mój starszy brat, Michael, już nie. Później przez pół roku rzucał złośliwe uwagi na mój temat i "przypadkowe" trafienie do Gryffindoru. 
  Choć wiedziałam, że lekcje nie będą takie łatwe jak z bajki, treningi Quidditcha będą bolesne i męczące, a robienie rzeczy, którym nie będę mogła się oprzeć, odpłacę szlabanami, to i tak cieszyłam się z powrotu do szkoły. Głównie ze względu na przyjaciół, bez których nie mogłam przeżyć tych dwóch, długich miesięcy wakacji. 
   Już zaczęłam się zastanawiać jak Victoria da sobie radę w pierwszych dniach szkoły, kiedy ujrzałam peron 9, a nieco dalej peron 10. Między nimi stała żelazna, srebrna barierka, przez którą przeszło już tak wielu czarodziejów, by dostać się na peron 9 i 3/4. Być może kilku mugoli dostąpiło zaszczytu i przeniosło się za sprawą czarów w inne miejsce. A może było ich więcej niż tylko kilku?
  Rodzinka stanęła na przeciwko barierki, więc i ja się zatrzymałam. Standardowo, pierwszy był Michael. Jak zawsze, wziął głębszy wdech i pomaszerował bardzo szybko w jej stronę. Gdy miałam wrażenie, że zaraz uderzy w żelazny płotek, zniknął, a Victoria zrobiła głośne "Woah!". Następna byłam ja, z tą różnicą, że wzięłam rozbieg. Choć wiedziałam, że nie rozbiję się, ani nic z tych rzeczy, to i tak się obawiałam, iż grzmotnę w barierkę. Wolałam więc pobiec i najwyżej rozbić się w biegu. Jednak nie gruchnęłam w żelazo, a gdy otworzyłam szeroko oczy, znalazłam się na peronie 9 i 3/4. 
Ujrzałam ogromną czerwoną lokomotywę, a za nią wagony pełne ludzi. Peron też pusty nie był. Okupowany przez żegnające się rodziny uczniów, samych studentów i masę kotów, łażących między nogami ludu zebranego, wyglądał co najmniej jak mugolski cyrk. 
Kłęby dymu z lokomotywy przepływały nad wieloma głowami. Duży zegar na ścianie wskazywał, że do odjazdu zostały trzy minuty. Przełknęłam ogromną gulę, która utkwiła mi w gardle i czym prędzej popędziłam w stronę wagonów. Gdy zdołałam wciągnąć kufer do środka z klatką w jednej ręce, maszynista dał znak, że czas już odjeżdżać. Chwilę później drzwi wagonów zaczęły się zamykać. Westchnęłam z ulgą. Myślałam, że już nie zdążę.
  Otworzyłam jedno z okien i wyjrzałam przez nie. Nie odnalazłam rodziców wzrokiem, ale na wszelki wypadek pomachałam ręką, gdyby oni mnie widzieli, gdziekolwiek byli. Miałam też nadzieję, że siostra nie zdążyła na pociąg i została na peronie. Nie, to za wspaniałe, aby mogło być prawdziwe.
   Szczerze mówiąc, nie chciałam, by Victoria była w Hogwarcie. Nawet jeśli trafiłaby do innego domu, to i tak cały czas by mnie nękała. Przychodziłaby po porady, których za nic w świecie bym jej nie udzieliła, opowiadałaby jak spędziła każdy dzień i co się działo na lekcjach, a ja i tak już jej miałam dość w domu. Uczepiła się mnie tylko dlatego, że obie jesteśmy tej samej płci. Nieraz próbowałam jej wmówić, że Michael jest tak naprawdę dziewczyną i uwielbia dziewczyńskie zabawy, ale nie dała sobie w kaszę dmuchać. Ostatecznie za każdym razem, gdy do mnie przychodziła, udawałam, że się uczę, albo śpię.  
  Zamknąwszy okno udałam się na poszukiwania przyjaciół. Przepychałam się między ludźmi na korytarzu nawet nie mówiąc "przepraszam". Co się będę martwić. Niech ruszą tyłki i siądą w przedziałach, a nie będą sterczeć na korytarzu jak słupy. Raz czy dwa usłyszałam z tego powodu nieprzychylne epitety w moją stronę, ale miałam to gdzieś. Bo tak naprawdę czyja to wina, że stoją na środku przejścia, nie racząc się przesunąć? Na pewno nie moja.
   W końcu, gdy znalazłam się w ostatnim wagonie przeglądając przedziały, na korytarzu zrobiło się mniej tłoczno. Szkoda tylko, że ludzie wcześniej nie postanowili usiąść na tyłku i się nie ruszać z miejsca, byłoby mniej narzekań. Przystanęłam na chwilę by poprawić sobie klatkę w ręku, w której spała moja sówka - Herena, kiedy z ostatniego przedziału wyszła dziewczyna z bujnymi, czarnymi lokami. Wytrzeszczyłam oczy i rozdziawiłam usta, nie zdążyłam jednak nic powiedzieć, bo gdy mnie zobaczyła rzuciła mi się w ramiona. 
- Evelyn! Już myśleliśmy, że nie dotarłaś! - zawołała mi do ucha, a mi niemalże bębenki pękły. 
- Ja też się cieszę, że cię widzę - wykrztusiłam. Trzymała mnie mocno, a ja traciłam dech. - Możesz mnie puścić?
- Przepraszam - odrzekła. Odsunęła się ode mnie całując w policzek. - Gdzie się podziewałaś?
- Szukałam was - powiedziałam rozmasowując sobie prawe ramię. Z tej odległości mogłam przyjrzeć się dokładniej przyjaciółce. Fryzurę, którą sobie odwaliła była zachwycająca. Czarne loki opadały jej z gracją na ramiona. Nie szczędziła też na makijażu, który podkreślał jej piękne, szare oczy. Wyglądała olśniewająco i miałam przeczucie, że niejedna dziewczyna będzie jej dzisiaj tego zazdrościć. 
- Coś ze mną nie tak? - zapytała Alice, gdy nadal przyglądałam jej się bez słowa. 
- Nie, wszystko dobrze, nawet lepiej. Ślicznie wyglądasz - odparłam i uśmiechnęłam się. 
- Dziękuję. To dzisiaj pierwszy komplement jaki usłyszałam. Ludzie nic nie mówią, tylko się na mnie gapią z otwartymi buziami. To trochę irytujące. 
- Może nie znajdują słów na to by opisać jak wyglądasz? - podsunęłam. Ruszyłam w stronę ostatniego przedziału, z którego wyszła Alice, nadal zerkając na przyjaciółkę. 
- Ty znalazłaś - rzekła, biorąc ode mnie klatkę z Hereną. 
- Śliczna, to mało powiedziane. Tylko to mi przyszło do głowy. 
Otworzyłam drzwi i nagle rozmowy ucichły, a wszystkie spojrzenia padły na mnie. Chwilę później wszyscy zaczęli wrzeszczeć, że "zguba się odnalazła".       Ponad ramieniem Rackel, która podobnie jak Alice, mocno mnie ściskała dostrzegłam, że Elliott daje Ryanowi dwa sykle. No tak, założyli się, że nie przyjadę do szkoły. Jak miło. 
   W końcu, gdy ze wszystkimi się przywitałam i wrzuciłam na górną półkę kufer oraz klatkę (klatkę akurat położyłam, nie będę przecież rzucać sową), opadłam na siedzenie obok Ryana. 
- Martwiliśmy się, że nie przyjedziesz. Powiedz, Evie, co cię zatrzymało. - Elliott nachylił się i oparł łokciami na kolanach, wpatrując się we mnie z przymilnym uśmieszkiem na twarzy. 
- Widziałam jak dajesz kasę Ryanowi - powiedziałam, a Elliott cicho zaklął. - Podejrzewam, że bardzo się martwiłeś.
- Mówiłem ci, żebyś poczekał z tym, aż dojedziemy na miejsce - mruknął Ryan. Elliott oczywiście musiał coś odpowiedzieć, co zapoczątkowało długą wymianę kąśliwych uwag.
- No to, co cię zatrzymało? - zapytała Rackel nie zważając na chłopaków. 
Przygryzłam wargę.
- Nie będę kłamać, że to przeze mnie późno wyjechaliśmy z domu - przyznałam. - Ale gdyby nie było zamieszania z pakowaniem wózka Victorii, to dawno już byłabym w pociągu. 
- Zamieszanie? - zdziwiła się przyjaciółka. Zauważyłam, że ona też miała makijaż na twarzy. Delikatny, ale zawsze coś.
- Ujmę to inaczej,  gdyby nie pakowali jej wózka, to dawno już byłabym tutaj - sprecyzowałam.
- No to jak by ona to wszystko udźwignęła? 
Wzruszyłam ramionami.
- Nie obchodzi mnie to. Mogłaby nawet nieść to na plecach.
- Ależ ty miła - skwitowała to krótko Alice, która przysłuchiwała się rozmowie. Uśmiechnęła się jednak rozbawiona. 
- Jak zawsze.


***

   Przez pół podróży zastanawiałam się, co skłoniło przyjaciółki do zmian w swoim wyglądzie. Patrząc z takiej czy innej perspektywy, to żadna nie potrzebowała makijażu, czy ekstra fryzury. Same w sobie były śliczne i chłopcy się za nimi oglądali. Ciekawiło mnie również, czy codziennie rano będą wstawać wcześniej i robić sobie makijaż. Czy to, po pewnym czasie, nie zacznie być nużące i męczące? 
   W między czasie Ryan z Mattem wyszli z przedziału w poszukiwaniu wózka ze słodyczami. Robili to co roku, bo według Ryana pani z wózkiem za późno "robiła obchody". Zabrali więc trochę sykli i wyszli. Zaś temat rozmowy, pomiędzy pozostałymi osobami w przedziale, zmienił się na pt. "Szkolne miłości". Prawdę mówiąc nigdy nie przepadałam za tym tematem. Będę rozmawiać o tym kto mi się podoba, a inni będą się zachwycać lub nie? Litości! Jeszcze gorzej jest, jak ktoś pragnie mnie z kimś zeswatać. Merlinie, miłość przyjdzie, wtedy kiedy będzie pora. Nic na chama się nie uda!
  Wyciągnąwszy z kufra książkę schowałam się za nią, byleby tylko w rozmowie nie uczestniczyć. Już przez same przysłuchiwanie się, rzygam tęczą. Na szczęście nikt nie miał zamiaru mnie wciągać w planowanie czyjegoś love story, więc przetrwałam, aż do powrotu Ryana, Matta i... kogoś jeszcze.
   Gdy drzwi przedziału otworzyły się i stanął w nich Matt, a za nim Ryan, nie spodziewałam się nikogo dodatkowego. Jednak ku zaskoczeniu mojemu, Alice, Rackel i Elliotta ujrzeliśmy małą, ale tęgą osóbkę z dwoma krótkimi warkoczykami. Moją siostrę.
- Evie! Patrz kogo ci przyprowadziliśmy! - zawołał dziewczęcym głosem Ryan, podskakując w miejscu. 
- Co? - wymamrotałam tylko. Nie, to nie było zwykłe zaskoczenie, to był szok, jakbym zobaczyła Trolla Górskiego. Patrzyłam to na Victorię, to na Ryana, który uśmiechał się głupkowato i nie mogłam pojąć, co ona tu robi. 
- Nie cieszysz się? Siostrzyczka cię szukała, prawda? - zwrócił się do Victorii, która pokiwała głową. - Byłem tak dobry, że przyprowadziłem ci siostrę, Evelyn. Powinnaś mi dziękować za tak cudny czyn!
Zmierzyłam groźnym wzrokiem Ryana, który patrzył na mnie z idiotycznym wyrazem twarzy.
- Co najwyżej mogę cię kopnąć tam, gdzie boli najbardziej, a wiesz, że ja jestem do tego zdolna - mruknęłam, po czym zwróciłam się do siostry. - Co chcesz?
- No... - zaczęła i wzruszyła ramionami. - Bo dziwnie mi jest tak siedzieć z osobami, których nie znam.
   Jeszcze raz, CO? 
  Mało nie rozwaliłam głową szyby. Ludzie! Czy to aż taki problem, żeby poznać nowe osoby i z nimi porozmawiać? "Bo dziwnie mi jest tak siedzieć z osobami, których nie znam", nie, trzymajcie mnie! 
- To może poznaj ich. Zapytaj się co lubią i szukaj wspólnych cech - powiedziała łagodnie Alice. - Wtedy już nie będą obcy.
- Tak, a ja jestem Ministrem Magii - mruknął Elliott, a Alice spiorunowała go wzrokiem. 
Victoria spuściła głowę i westchnęła.
- No ale...
- Ja ciebie tutaj nie chcę. Idź do Michaela, z nim siedź - rzuciłam bez owijania w bawełnę. 
- Ale Mike to chłopak - wymamrotała, a Elliott spojrzał na nią rozbawionym wzrokiem.
- Mówiłam ci, że on tylko udaje chłopaka. Urodził się dziewczynką, lubi rozmawiać o dziewczyńskich zabawach i tym podobnych. Idź do niego - powiedziałam. Wstałam i wyprowadziłam siostrę z przedziału.
- COOO? - Chłopcy wybuchli głośnym śmiechem, co brzmiało trochę jak stado hien. Nękanie przez siostrę nie jest zabawne, ani trochę.
- Michael jest dziewczynką - powtarzał Elliott bez przerwy, zwijając się ze śmiechu. Trzymał się za brzuch, a z oczu leciały pojedyncze krople łez.
- To było nie w porządku w stosunku do siostry - skwitowała Alice z lekkim niesmakiem. 
- Nie będzie mi tu siedzieć, bo jeszcze weźmie przykład z tych idiotów i w domu będę mieć drugiego debila - mruknęłam, a Rackel się roześmiała. 



***


   Gdy niebo za oknem stało się granatowe, a mnóstwo gwiazd migotało jak iskierki, Express Hogwart zaczął powoli zwalniać. Już z daleka było widać kontury wspaniałego, potężnego zamku, gdzie mieściła się Szkoła Magii i Czarodziejstwa - Hogwart. Nie mogłam się doczekać, kiedy przekroczę próg szkoły i poczuję to podniecenie, które towarzyszyło mi przez ostatnie 3 lata. Tęskniłam za tym wszystkim. 
   Zanim pociąg całkowicie się zatrzymał, zdążyliśmy się już przebrać w szaty i pochować do kieszeni słodycze, które kupiliśmy, gdy pani z wózkiem się zjawiła (Ryan był wkurzony, bo przyszła niedługo po tym, gdy wrócił). Resztę rzeczy zostawiliśmy w przedziale, bo tradycyjnie bagaże przenoszono osobno. 
   Przepchnąwszy się przez tłum pierwszoklasistów znalazłam się na zewnątrz. Rześki podmuch wiatru rozwiał mi włosy, a na ciele poczułam dreszcze. Powietrze było nieco chłodnawe i już po kilku chwilach miałam zmarznięte palce u rąk. Nie miałam jak wsadzić dłoni do kieszeni, bo każda była zapełniona słodyczami (zaczynałam powoli żałować, że skusiłam się na ich kupno). Z oddali usłyszałam kobiecy, stanowczy głos profesor Niven, która wołała pierwszoklasistów by się ustawili w rzędzie. Zaprowadzała ich na brzeg jeziora, gdzie płynęli łódkami do Hogwartu. Tylko pierwszoklasiści mieli okazję, by płynąć łódkami do szkoły, reszta szkoły jeździła powozami. 
   Powozy były podobno ciągnięte przez jakieś zwierzęta zwane Testralami. Widziały je osoby, które były świadkami czyjejś śmierci, a więc niewiele osób miało szansę je zobaczyć. Ja też ich nie widziałam, bo nie dostąpiłam zaszczytu, by ujrzeć jak śmierć zabiera jakąś osobę do swojej krainy. 
- Vicky była u ciebie? - zapytał Michael stając obok mnie. Obejrzałam się przez ramię. Niedaleko w tyle szli jego kumple - Jacob i Philip - oboje byli tak samo pochrzanieni jak mój brat. 
- Była, kazałam jej iść do ciebie - odrzekłam. - Przyszła?
- Nie.
- Co za dziecko - westchnęłam wywracając oczami. Michael zanurzył rękę w mojej kieszeni i wyłowił z niej czekoladową żabę. - Możesz ją zjeść, ale pod warunkiem, że będziesz trzymać Vicky z dala ode mnie. Ewentualnie zapłać galeona. 
- Droga się ostatnio zrobiłaś - stwierdził rozpakowując smakołyk. 
- Zabierz ode mnie Victorię raz na zawsze, a będziesz płacił tylko minimalną kwotę - odparłam z lekkim uśmiechem.
- Nie, dzięki - mruknął i wepchnąwszy sobie żabę do ust ruszył do pustego powozu, który właśnie się zatrzymał. - Ale dzięki za żabę!
- Jeszcze mi za nią zapłacisz! - zawołałam za nim. Gdy kolejny powóz stanął, od razu do niego wsiadłam. Chwilę później zostałam otoczona Alice, Rackel i idiotami we własnej osobie.  



***

   Wielka Sala była taka sama jak podczas każdej kolacji rozpoczynającej rok szkolny. Oświetlona tysiącami świec unoszącymi się w powietrzu z aksamitnogranatowym niebem upstrzonym gwiazdami. Przy czterech długich stołach siedzieli uczniowie. Rozmawiali ze sobą z podekscytowanymi minami i błyszczącymi oczami. Stoły zastawione były lśniącymi, złotymi talerzami oraz pucharami. Przy końcu sali, na podeście znajdował się piąty stół, gdzie przebywali profesorowie. Dyrektor Bein już przybył, po jego prawej stronie siedział zastępca dyrektora, w tym wypadku zastępczyni - profesor Liws. Zaś po lewej stronie spoczywało puste krzesło profesora Colemana. 
  Przeszliśmy przez pół sali do stołu Gryfonów i zajęliśmy miejsca obok starszych braci Elliotta - Darrena i Jadena. W tym roku kończyli szkołę i zapewne chcieli to zrobić tak, by nikt o nich nie tak szybko nie zapomniał. 
- Evelyn, słyszeliśmy, że w tym roku do Hogwartu przybywa nowy członek twojej zacnej rodziny. To prawda? - Darren i Jaden spojrzeli na mnie.
- A co, służycie pomocą pierwszakom w tym roku? - zapytałam tylko.

Darren zachichotał.
- Na ten rok mamy całkiem inne plany - odparł. 
- No więc jak ma na imię siostra? - Jaden oparł głowę na ręce.
Wyciągnęłam żelka z kieszeni i ugryzłam kawałek.
- Skąd pewność, że to siostra? 
Darren wzruszył ramionami.
- Ptaszki nam powiedziały, że masz braciszka i siostrzyczkę. Braciszka poznaliśmy, czas na siostrzyczkę - rzekł Jaden. 
   Westchnęłam ciężko. Żułam powoli zielonego żelka zastanawiając się jak zareagują na widok Victorii. Odkąd pojawiłam się w Hogwarcie powtarzali, że jestem strasznie podobna do brata. Nie tylko z wyglądu, ale też z charakteru. Victoria zaś jest całkowicie inna. Ma czarne włosy i jasne, piwne oczy. Niska i trochę przy kości z pyzatą buzią. Z charakteru jest raczej cicha, spokojna i płaczliwa. Ma trudności z poznawaniem nowych ludzi. Powściągliwa, często się waha. Nie potrafi postawić na swoim. Jaden i Darren spodziewają się kogoś z charyzmą i wyglądem - jak Michael, kogoś denerwującego - jak ja. Jak duże będzie rozczarowanie moją siostrą? Wielkie.
- Ma na imię Victoria - odrzekłam w końcu. - Ale ja się do niej nie przyznaję. Jeśli będziecie mieć pretensje to idźcie z tym do Michaela, nie do mnie.
- Dlaczego mieliby mieć? - zapytała Alice, która przysłuchiwała się tej rozmowie. - Jestem pewna, że wszyscy ją polubimy.
- Alice, kochanie, patrzysz na nią zbyt pozytywnie. Jeszcze zobaczysz.
To będzie porażka.


***


   Ceremonia przydziału rozpoczęła się, gdy pierwszoklasiści z profesor Liws na czele weszli do Wielkiej Sali i stanęli w rzędzie przed drewnianym stołkiem i Tiarą Przydziału. Cała sala wysłuchała piosenki Tiary Przydziału i profesor Liws zaczęła wyczytywać nazwiska z pergaminowej listy. Wyczytana osoba podchodziła do stołka, siadała na nim wkładając tiarę na głowę i czekała na werdykt. Wszystkie pierwszaki miały przerażone, ale równocześnie podekscytowane miny. Podobnie czułam się ja tuż przed przydzieleniem do Gryffindoru. 
- Która to twoja siostra? - zapytał mnie Jaden rozpraszając moje myśli. Uważnie szukał wśród pierwszaków, kogoś podobnego do mnie albo do Michaela. Złudne poszukiwania.
- Zobaczysz jak zostanie przydzielona - odparła Alice, także się przyglądając. 
   Victoria stała za wszystkimi. Była prawie o głowę niższa niż reszta osób, głównie przez to, że się garbiła. Nie mogła nic dojrzeć, bo inni zasłaniali jej widok. Rozglądała się więc dookoła, a gdy mnie zauważyła przy stole na chwilę zatrzymała na mnie wzrok, uśmiechając się przy tym przerażona. Skuliłam się i natychmiast odwróciłam wzrok, zasłaniając twarz dłonią. 
  Pierwszą osobą, która została wyczytana z listy była Jennifer Anderson. Trafiła ona do Ravenclawu, a przy stole Krukonów rozległy się wiwaty i oklaski. Chłopak o imieniu Hadley również trafił do Ravenclawu. Dwie bliźniaczki trafiły do Slytherinu i przyszła kolej na moją siostrę.
   - Brown, Victoria! - wyczytała profesor Liws, a na sali zapadła cisza. Michael był bardzo znany i lubiany, a dzięki niemu ja też zapadłam wielu osobom w pamięci. Byliśmy sławnym rodzeństwem, nierozłącznym, denerwującym się nawzajem, ale kochającym rodzeństwem. Pomijając oczywiście fakt, że nierozłączni nie byliśmy. Większość nawet nie wiedziała, że mamy młodsze rodzeństwo, dlatego wszyscy wyglądali na zaskoczonych. Równie dobrze mogłaby to być osoba nie należąca do naszej rodziny, ale z tym samym nazwiskiem!    
   Gdy podchodziła do stołka potknęła się i upadła na podłogę. Gdzieniegdzie pojawiły się śmiechy, a ja miałam ochotę zapaść się pod ziemię.  Profesor Liws pomogła jej wstać i Victoria, cała czerwona na twarzy, usiadła na stołku, już z tiarą na głowie. Czapka opadła jej aż do ust i wyglądało to trochę komicznie. Siedziała tak przez dłuższy czas, aż tiara otworzyła usta i wrzasnęła:
- GRYFFINDOOOR!
   Nie przeżyłam szoku. Spodziewałam się tego. Jeśli chodzi o siostrę to los będzie zawsze dla mnie złośliwy. No bo jaka to radość zrobić Evelyn na przekór, prawda? Aczkolwiek miałam nadzieję, że trafi gdzie indziej. No bo szczerze mówiąc, bardziej pasuje do Hufflepuffu  niż Gryffindoru. Każdy to powie. Tiara jednak jest nieprzewidywalna i widzi a'la super cechy u kogoś "we wnętrzu". 
    Rozległy się oklaski przy naszym stole (oni nie wiedzą z czego się cieszą), a Victoria podbiegła podekscytowana do Gryfonów i usiadła jako pierwsza osoba, która została przydzielona w tym roku szkolnym do Gryffindoru. Tym razem się nie wywróciła i nawet wykrztusiła "dziękuję", gdy jej gratulowało dwóch drugoklasistów. 
    - Niezła siostra, Brown! - zawołał ktoś ze stołu Ślizgonów. Kiedy spojrzałam w tamtą stronę Aiden Perez razem ze swoim kumplem Jace'm Carverem, zwijali się ze śmiechu. Zmierzyłam ich groźnym wzrokiem.  
- Jak im zaraz przetrzepię te buźki to w Skrzydle Szpitalnym się znajdą - mruknęłam, zirytowana już na samą myśl o tych nędznych kreaturach.  
Elliott i Ryan spojrzeli przez ramię na stół Ślizgonów.
- Nie przejmuj się nimi - odparł Elliott. Wziął widelec do palców i zaczął nim kręcić po powierzchni stołu.
- A ja ci obiecuję, że pod koniec szkoły będziesz mogła pobić Pereza. Będę go nawet trzymał! - powiedział Ryan z błyskiem w oku. 
- Dlaczego dopiero pod koniec szkoły? - zapytałam marszcząc brwi.
- Bo już tutaj nie wrócimy i nie będzie się miał komu poskarżyć. Tatusiowi się przecież nie przyzna, że go dziewczyna pobiła, prawda?
- To ja chcę skopać tyłek Carver'owi - wtrącił Elliott z rozmarzonym wzrokiem. - To będzie piękne!
   Przygryzłam wargę. Wytrzymam aż do zakończenia szkoły? Pewnie i tak mnie jeszcze wiele razy zdenerwuje, ale chyba warto poczekać kilka lat, by poczuć smak zemsty. 
- Dobra. Poczekam - odpowiedziałam z uśmiechem. Resztę ceremonii przesiedziałam w milczeniu, wyobrażając sobie jak będzie wyglądać moja zemsta na Perezie. 
   Do Gryffindoru trafiło jeszcze dziewięć osób, ale tylko dwóch chłopców zapadło mi w pamięci. Nazywali się Jason Adams i Victor O'Connell. Już od razu było widać, że bardzo się lubią i nie mają łatwego charakteru. Przypominali mi trochę Matta i Elliotta z pierwszej klasy. Dwóch dowcipnisiów, którzy zrobili furorę w szkole wysadzając "przypadkiem" sedes w męskiej łazience. 
   Po Ceremonii Przydziału nadszedł czas na ucztę. Dyrektor jak zawsze powiedział kilka słów, które miały śmieszyć, a były tak suche jak sucharki, które jadła moja babcia. Tylko kilka osób się roześmiało. Chwilę potem stoły ugięły się pod ciężarem jedzenia, które pojawiło się znikąd na talerzach i półmiskach. Od razu sięgnęłam po dwa befsztyki, ziemniaczki, trzy pałki z kurczaka i dwie kiełbaski oraz stek i frytki. Miałam zamiar się dzisiaj obżerać, aż do porzygania. 
     - W domu was nie karmią? - zapytał Matt patrząc na mój talerz. 
- Mama przeucia się na zdowsze jeenie - powiedziałam z ustami pełnymi ziemniaczków i befsztyka. 
- Wyglądasz jak chomik - zauważyła Rackel i roześmiała się. Faktycznie, policzki miałam napchane, jak chomik, który chowa swoje żarcie, żeby mu nikt go nie podprowadził. 
- Będziemy cię od dzisiaj nazywać chomiczkiem - odparła Alice głaszcząc mnie po włosach.
- A jak ja tak jem, to już chomikiem nie jestem! - oburzył się Elliott.
- Bo u ciebie to obrzydliwie wygląda - skwitowała Alice, a ja pokiwałam głową mieląc zębami zawartość ust.
- Obrzydliwie? Patrz na Evelyn! Mnie przynajmniej z ust nic nie wylatuje - powiedział,  a ja mało się nie roześmiałam. Z trudem połknęłam jedzenie, by faktycznie mi nic nie wyleciało z ust. 
- Kiedy i gdzie mi jedzenie z buzi wyleciało? - zapytałam i wypiłam łyk soku dyniowego. 
- Tobie to ciągle wylatuje - odrzekła Alice. - I nie tylko jedzenie. 
Wybuchliśmy wszyscy śmiechem, a Elliott zrobił się czerwony jak burak.


***

   Po skończonej uczcie zaśpiewaliśmy wszyscy razem hymn Hogwartu i nadszedł czas, by udać się do dormitorium. Wszyscy byliśmy senni i gdyby nie kazano nam iść do dormitorium, z pewnością zasnęlibyśmy przy stole, przynajmniej ja. Prefekci poszczególnych domów zebrali wszystkich pierwszaków i wyprowadzili ich z sali. Za nimi podreptała reszta szkoły. Puchoni i Ślizgoni kierowali się do lochów, Krukoni nie wiadomo gdzie, a Gryfoni schodami do góry. Pokój Wspólny Gryffindoru znajdował się na siódmym piętrze za portretem Grubej Damy. W tym roku hasło brzmiało: permanerent in fide. Nie wiedziałam co oznacza i nie miałam zamiaru zgłębiać się w znaczenie, ale na pewno było to w języku łacińskim. 
    Pożegnałyśmy się z chłopakami i powlokłyśmy się do swojego dormitorium z pięcioma łóżkami i baldachimami nad nimi. Nie chciało mi się nawet przebierać w piżamę, ale po krótkich namowach Alice uległam i założyłam na siebie czarną jak smoła piżamę. Zaciągnęłam zasłony i wsunęłam się pod kołdrę. Sen szybko mnie zmorzył.

13 komentarzy:

  1. Naprawdę super się zapowiada! :) Trochę długie, ale tym lepiej.
    Wypowiedziałabym się na temat głównej bohaterki, ale mam powody by uważać, że się z nią utożsamiasz, więc się powstrzymam xD
    Ale nieładnie być takim okrutnym dla młodszej siostry, serio. Ona taka biedna i zagubiona. :c
    Wypowiedziałabym się na temat twojego stylu itd., ale Ty wiesz, że ja kocham jak piszesz, dlatego Ci tego oszczędze. :)
    Czekam na następny rozdział.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ciekawie się zapowiada :D Miła odskocznia od Harre'go ale o hogwarcie xD Czekam na nastepny :3

    OdpowiedzUsuń
  3. Pięknie napisane i śmiem twierdzić że może być to lepsze od Harre'go o ile będzie pisane w tej właśnie formie. Tylko postaraj się aby główna bohaterka była milsza dla siostry. Życzę powodzenia i czeka na następne.

    OdpowiedzUsuń
  4. Super to napisałaś i jest bardzo ciekawe.
    :-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Zapowiada się bardzo fajnie:) Naprawdę piszesz ciekawie,miło czyta się coś co dzieje się w Hogwarcie i nie jest to Harry, orginalny pomysł :) Nie moge doczekać się kolejnego rozdziału:)
    dużo weny życzę i pozdrawiam :*
    Zapraszam też do mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetne opowiadanie! <3 A ta "wredność" dla siostry fajnie komponuje się z całością, także tego bym raczej nie zmieniała :)

    OdpowiedzUsuń
  7. czekam na resztę, piękne! :3

    OdpowiedzUsuń
  8. A bardzo mi się spodobało to opowiadanie bo teraz nie ma zbyt dużo tych gdzie ludzie sami wymyślają wszystkie postacie ;) Życze weny i jestem już stałą czytelniczką / Pamela :*

    OdpowiedzUsuń
  9. bardzo mi się podoba! śmiałam się na niektórych momentach co jest dla mnie ważne w opowiadaniach :D czekam na więcej :))

    OdpowiedzUsuń
  10. Ładnie się zapowiada. Ciekawa fabuła, dobry styl pisania. Cieszę się, że wprowadziłaś humor, jest to potrzebne w opowiadaniach :D
    Irytuje mnie główna bohaterka. Czasem jest spoko, ale innym razem bardzo złe wrażenie na mnie robi. Za to już polubiłam Micheala ^^
    Pozdrawiam, życzę dużo weny i zachęcam do dalszego pisania :3

    OdpowiedzUsuń
  11. Evii, mam problem, bo prosiłaś o wyczerpujący komentarz, aby poznać swe błędy, ale ja błędów się doszukać nie mogę :( wybaczysz mi to? obiecuję, że zainwestuję w okulary i będę wyszukiwac błędy, gdzie popadnie! :D żartuję, piszesz doskonale
    Aria
    @arararia
    http://lily-james-milosc-po-wsze-czasy.blog.onet.pl/
    a to mój blog, jakoś nie lubię go promować, piszę, bo chcę się podzielić z ludźmi tą historią. zapraszam więc :)

    OdpowiedzUsuń
  12. To chyba jeden z nielicznych blogów, gdzie tak długi rozdział czyta mi się przyjemnie, lekko i szybko. Gratuluję stylu pisania, bo jest taki no milusi po prostu :p bardzo ciekawią mnie postacie Michela i niektórych przyjaciół Evelyn. Ogólnie dziewczyna ma ciężki i przez to bardzo fajny charakter. Lecę do kolejnego rozdziału :3

    OdpowiedzUsuń
  13. Fajne, ale moim zdaniem zachowanie głównej bohaterki nie pasuje do Gryffindoru.

    OdpowiedzUsuń